czwartek, 23 sierpnia 2012

Muchy.


Jestem przerażona, bo właśnie się dowiedziłam o pracy domowej z chemii, która była zadana na wakacje. 300 zadań jak nic.
Moim celem jest Olimpiada Biologiczna, inaczej nie przyjmą mnie na żadną biotechnologię. Nie ma takiej możliwości, żebym zdała maturę ROZSZERZONĄ z chemii.
Nie dam się!11

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Ubój rytualny.


Trochę chce mi się wymiotować, ale tylko dlatego, że do siostry przyszedł chłopak. Całują się i zajadają kanapki z szynką, mdli mnie od tego smrodu mięsa. Nie rozumiem jak można dażyć się taką czułością nad kawałkiem padliny.
Nowa sprawa: chcą w Polsce wprowadzić rytualny ubój dla Żydów i Muzułmanów. Nie mam pojęcia, czemu obce nacje chcą zmieniać polskie prawo, ale wiecie czym to śmierdzi.

Możecie ze swoimi przekonaniami robić co chcecie, ale nie w moim kraju i nie z moimi krowami.
Sory.
PETYCJA. KTO NIE PODPISZE TEN TRĄBA.
Podebrane od taxes (fbl.pl).

środa, 8 sierpnia 2012

Te wstrętne sykownice.

Jestem u siostry, a to znaczy, że odżywam w każdym tego słowa znaczeniu. Wczoraj całkiem nieźle spędzony dzień, ludzie o wiele sympatyczniejsi niż u mnie. Ciocia z wujkiem wracają po 17, więc do tego czasu śpimy/ogladamy filmy, zapraszamy  kogoś do domu, a gdy zbliża się godzina ich powrotu, zawijamy się na miacho. Zaraz odpalamy Big Love, bo słyszę, że siostra gada przez tel., czyli już nie śpi. Jest cudownie:). Tak powinno wyglądać moje życie w wakacje.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Węże w samolocie.

Dramat jest. To miast nie żyje - dwie wielkie imprezy w lipcu (na około 11 tysięcy osób), a potem permanentny żal do końca wakacji.  Jest u mnie siostra, zgubiłyśmy jebany aparat za 2 tysiaki pełen naszych żałosnych fotografii, co popsuło nam z deka humor. Nie wiem, co się dzieje, ale mam wrażenie, pewne słuszne, że moi znajomi nie są tymi, o których zawsze marzyłam. Gdy ja jadę do niej czuję się jak u siebie, zawsze ktoś nas wyciąga na piwo, czy imprezę, czy nawet siedzenie w pierwszej-lepszej kawiarni (cola, ciastka i te sprawy). Tutaj natomiast przyjście z nowym równoznaczne jest z zachorowaniem na trąd. Wstydzę się takich sytuacji, bo gdy chcemy wyjść z kimś na miasto najzupełniej w świecie (?) nie ma z kim... a 500 znajomych na Facebooku. U niej w domu czuję się jak w domu, a w swoim własnym nie potrafię, to uwłacza i dobija. Jutro piątek, a nie znalazłam ŻADNEGO melanżu w okolicy, jestem ofiarą losu. Piszę do znajomych i pytam się o imprezy, a oni zamiast podać mi klub/domówkę rozwodzą się nad tym, z kim sami wychodzą. Świat mi wiruje, niesamowite, że od dwóch dni nikt się do mnie nie odezwał. Ja chyba tych ludzi bezczelnie pousuwam z listy znajomych. Ostatnio jakaś klientka wywaliła mnie ze swoich kontaktów, a tydzień później z uśmiechem powitała na ulicy - schowaj sobie w dupe te "cześć agnieszka", jawnogrzesznico. Gimnazjaliści unikają mojego wzroku na ulicy - było nie zapraszać na fejsie, żeby mieć więcej znajomych. O tym tłumie nijakich już nie wspomnę, o tych modelinach, laskach, na widok których mam ochotę uciec - też nie.
Chcę stąd wyjechać, tak dawno nikt nie był dla mnie miły.