piątek, 27 lipca 2012
O wszystkim, co mam.
Na zakupach kieruje się przede wszystkim sercem; na kolorowe etykietki,
ładne buteleczki i reklamujące je piosenkarki staram się nie zwracać
uwagi. Liczy się dla mnie głównie dobro naszej planety, cena i
funkcjonalność danej rzeczy. Modę, idiotyczne celebrytki i modelki mam w
dupie. Nie śledzę trendów (yyy), podoba mi się albo nie. Ponieważ mam
niecałe 18 lat i kilka groszy w kieszeni, nie mogę sobie pozwolić na
genialne i wegańskie kosmetyki firmy Mac, nie są mi także niezbędne (wystarczy mi podkład, puder, cień oraz błyszczyk). W tej kwestii zdecydowanie preferuję Oriflame. Małe, różowe
beczułki z wazeliną są już kultowe... Sądzę, że to dobry wybór.
Dlaczego? Firma wspiera edukację dziewcząt w biednych krajach, jest
jednym z założycieli World Childhood Foundation, wykorzystuje naturalne
składniki i prowadzi utylizację odpadów roślinnych, nie testuje na
zwierzętach, a opakowania podlegają recyklingowi. Ziaja. W sieci natrafiałam na mnóstwo pytań dotyczących tego,
czy są one wegetariańskie i tak mnie to zaintrygowało, że postanowiłam
sprawdzić sama. Większość osób na forach twierdzi, że firma testowała
swoje produkty na zwierzętach, natomiast pani z obsługi klienta zaprzeczyła tym doniesieniom.
Obecnie zakład nie wykonuje żadnych tego typu doświadczeń, a wychodzące
kremy/płyny są podobno wegańskie (poza serią dla dzieci, gdzie
znajdziemy włókno owcze, jak dobrze pamiętam, i kremem z dodatkiem
koziego mleka). Jeśli ktoś podchodzi sceptycznie do tych informacji, zawsze może sięgnąć
po coś z oznaczeniem "vegan", gdzie mamy stuprocentową pewność, co do
składu. Tutaj sprawdza się Alterra. Z Polskiej półki oczywiście Biały Jeleń. Ekologiczny, ale prawdopodobnie niewegetariański. Pomysł:
Jeśli nie odpowiada Wam neutralny zapach mydła, przed użyciem skropcie
je naturalnym olejkiem (różanym, cytrynowym, rumiankiem). Polecam także
płyn do mycia naczyń oraz proszki do prania, sprawdzone przez moją mamę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz