niedziela, 10 czerwca 2012

Nie warto.


Wolę pisać na swoim polskim, wiejskim, mniej światowym (hohohoh) blogu. Nie lubię się uzewnętrzniać tam, gdzie nawet pies mnie nie słucha. Cierpię straszliwie, znowu odrzuciłam (dosłownie) wszystkie zeszyty - leżą gdzieś w kącie i majaczą jak duchy, żebym się uczyła. Jutro niby poprawa z chemii. Jak nie przełożą, to wyjdę ze szkoły raczej, bo mam dość kompromitujących sprawdzianów przed- i za sobą. 




My mother. Jedna z nielicznych osób, które prawdziwie kocham.

Znalazłam tyle fajnych gifów, ale jestem tak przygnębiona, że nie mam ochoty ich tu umieszczać. Długo nie mogłam się zdecydować chociażby na jeden - wybierałam między powyższym a koncertowym, na który Lady Gaga płacze ze wzruszenia. 
Życzę Wam dobrej nocy i wspaniałych snów. 

A., P., J., K., F. - miłość na zawsze (choć co do ostatniego mam pewne wątpliwości ;)).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz