Wolę pisać na swoim polskim, wiejskim, mniej światowym (hohohoh) blogu. Nie lubię się uzewnętrzniać tam, gdzie nawet pies mnie nie słucha. Cierpię straszliwie, znowu odrzuciłam (dosłownie) wszystkie zeszyty - leżą gdzieś w kącie i majaczą jak duchy, żebym się uczyła. Jutro niby poprawa z chemii. Jak nie przełożą, to wyjdę ze szkoły raczej, bo mam dość kompromitujących sprawdzianów przed- i za sobą.
My mother. Jedna z nielicznych osób, które prawdziwie kocham.
Znalazłam tyle fajnych gifów, ale jestem tak przygnębiona, że nie mam ochoty ich tu umieszczać. Długo nie mogłam się zdecydować chociażby na jeden - wybierałam między powyższym a koncertowym, na który Lady Gaga płacze ze wzruszenia.
Życzę Wam dobrej nocy i wspaniałych snów.
A., P., J., K., F. - miłość na zawsze (choć co do ostatniego mam pewne wątpliwości ;)).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz