czwartek, 23 sierpnia 2012
Muchy.
Jestem przerażona, bo właśnie się dowiedziłam o pracy domowej z chemii, która była zadana na wakacje. 300 zadań jak nic.
Moim celem jest Olimpiada Biologiczna, inaczej nie przyjmą mnie na żadną biotechnologię. Nie ma takiej możliwości, żebym zdała maturę ROZSZERZONĄ z chemii.
Nie dam się!11
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Ubój rytualny.
Trochę chce mi się wymiotować, ale tylko dlatego, że do siostry przyszedł chłopak. Całują się i zajadają kanapki z szynką, mdli mnie od tego smrodu mięsa. Nie rozumiem jak można dażyć się taką czułością nad kawałkiem padliny.
Nowa sprawa: chcą w Polsce wprowadzić rytualny ubój dla Żydów i Muzułmanów. Nie mam pojęcia, czemu obce nacje chcą zmieniać polskie prawo, ale wiecie czym to śmierdzi.
Sory.
PETYCJA. KTO NIE PODPISZE TEN TRĄBA.
http://www.petycjeonline.pl/petycja/stop-dla-uboju-rytualnego/823 dla bardziej zainteresowanych -
Podebrane od taxes (fbl.pl).
środa, 8 sierpnia 2012
Te wstrętne sykownice.
Jestem u siostry, a to znaczy, że odżywam w każdym tego słowa znaczeniu. Wczoraj całkiem nieźle spędzony dzień, ludzie o wiele sympatyczniejsi niż u mnie. Ciocia z wujkiem wracają po 17, więc do tego czasu śpimy/ogladamy filmy, zapraszamy kogoś do domu, a gdy zbliża się godzina ich powrotu, zawijamy się na miacho. Zaraz odpalamy Big Love, bo słyszę, że siostra gada przez tel., czyli już nie śpi. Jest cudownie:). Tak powinno wyglądać moje życie w wakacje.
czwartek, 2 sierpnia 2012
Węże w samolocie.
Dramat jest. To miast nie żyje - dwie wielkie imprezy w lipcu (na około 11 tysięcy osób), a potem permanentny żal do końca wakacji. Jest u mnie siostra, zgubiłyśmy jebany aparat za 2 tysiaki pełen naszych żałosnych fotografii, co popsuło nam z deka humor. Nie wiem, co się dzieje, ale mam wrażenie, pewne słuszne, że moi znajomi nie są tymi, o których zawsze marzyłam. Gdy ja jadę do niej czuję się jak u siebie, zawsze ktoś nas wyciąga na piwo, czy imprezę, czy nawet siedzenie w pierwszej-lepszej kawiarni (cola, ciastka i te sprawy). Tutaj natomiast przyjście z nowym równoznaczne jest z zachorowaniem na trąd. Wstydzę się takich sytuacji, bo gdy chcemy wyjść z kimś na miasto najzupełniej w świecie (?) nie ma z kim... a 500 znajomych na Facebooku. U niej w domu czuję się jak w domu, a w swoim własnym nie potrafię, to uwłacza i dobija. Jutro piątek, a nie znalazłam ŻADNEGO melanżu w okolicy, jestem ofiarą losu. Piszę do znajomych i pytam się o imprezy, a oni zamiast podać mi klub/domówkę rozwodzą się nad tym, z kim sami wychodzą. Świat mi wiruje, niesamowite, że od dwóch dni nikt się do mnie nie odezwał. Ja chyba tych ludzi bezczelnie pousuwam z listy znajomych. Ostatnio jakaś klientka wywaliła mnie ze swoich kontaktów, a tydzień później z uśmiechem powitała na ulicy - schowaj sobie w dupe te "cześć agnieszka", jawnogrzesznico. Gimnazjaliści unikają mojego wzroku na ulicy - było nie zapraszać na fejsie, żeby mieć więcej znajomych. O tym tłumie nijakich już nie wspomnę, o tych modelinach, laskach, na widok których mam ochotę uciec - też nie.
Chcę stąd wyjechać, tak dawno nikt nie był dla mnie miły.
piątek, 27 lipca 2012
O wszystkim, co mam.
Na zakupach kieruje się przede wszystkim sercem; na kolorowe etykietki,
ładne buteleczki i reklamujące je piosenkarki staram się nie zwracać
uwagi. Liczy się dla mnie głównie dobro naszej planety, cena i
funkcjonalność danej rzeczy. Modę, idiotyczne celebrytki i modelki mam w
dupie. Nie śledzę trendów (yyy), podoba mi się albo nie. Ponieważ mam
niecałe 18 lat i kilka groszy w kieszeni, nie mogę sobie pozwolić na
genialne i wegańskie kosmetyki firmy Mac, nie są mi także niezbędne (wystarczy mi podkład, puder, cień oraz błyszczyk). W tej kwestii zdecydowanie preferuję Oriflame. Małe, różowe
beczułki z wazeliną są już kultowe... Sądzę, że to dobry wybór.
Dlaczego? Firma wspiera edukację dziewcząt w biednych krajach, jest
jednym z założycieli World Childhood Foundation, wykorzystuje naturalne
składniki i prowadzi utylizację odpadów roślinnych, nie testuje na
zwierzętach, a opakowania podlegają recyklingowi. Ziaja. W sieci natrafiałam na mnóstwo pytań dotyczących tego,
czy są one wegetariańskie i tak mnie to zaintrygowało, że postanowiłam
sprawdzić sama. Większość osób na forach twierdzi, że firma testowała
swoje produkty na zwierzętach, natomiast pani z obsługi klienta zaprzeczyła tym doniesieniom.
Obecnie zakład nie wykonuje żadnych tego typu doświadczeń, a wychodzące
kremy/płyny są podobno wegańskie (poza serią dla dzieci, gdzie
znajdziemy włókno owcze, jak dobrze pamiętam, i kremem z dodatkiem
koziego mleka). Jeśli ktoś podchodzi sceptycznie do tych informacji, zawsze może sięgnąć
po coś z oznaczeniem "vegan", gdzie mamy stuprocentową pewność, co do
składu. Tutaj sprawdza się Alterra. Z Polskiej półki oczywiście Biały Jeleń. Ekologiczny, ale prawdopodobnie niewegetariański. Pomysł:
Jeśli nie odpowiada Wam neutralny zapach mydła, przed użyciem skropcie
je naturalnym olejkiem (różanym, cytrynowym, rumiankiem). Polecam także
płyn do mycia naczyń oraz proszki do prania, sprawdzone przez moją mamę.
Wakawaka.
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak to się stało, że po roku w
najlepszej szkole, gdzie nigdy nie ściągałam, moja wiedza poszerzyła się
tylko w zakresie biologii. Fizyka, matematyka, łacina = totalne zero.
Wszystkie informacje z tych przedmiotów to całkiem niezłe pozostałości z
gimnazjum. Zawsze tak miałam, odkąd pamiętam - nigdy nie wkuwam na
pamięć, staram się zrozumieć, a jak nie rozumiem, to olewam. Bo nie będę
z siebie robić ofiary i na pałę zapamiętywać czegoś, co o wiele lepiej
pojąć, jeśli nie - łaski bez. Jestem świadoma swojej inteligencji i
wiedzy UŻYTECZNEJ. Cały problem w tym, że szkoła w 90% to wiedza
nieprzydatna. Dzieciaki kończą podstawówki i nie potrafią rozróżnić żyta
od pszenicy, klonu od dębu, myślą, że pestycydy to jakieś cukierki, a
żaba jest tym samym co jaszczurka. Zamiast tego mają na historii coś
takiego jak sejm walny i unia lubelska. Ilu dorosłych pomówi na ten
temat? Mało, a to dlatego, że system szkolnictwa to jeden wielki śmiech.
Trzeba posiadać gruntowne, solidne podstawy, aby brnąć dalej w
zagadnienia, a jaki grunt ma 12latek, który z trudem odróżnia Piastów od
Jagiellonów? Mój brat kończy podstawówkę i dzieci z jego klasy, po
całym semestrze, wciąż nie widzą różnic między prawosławiem a
protestantyzmem, co nie zmieniło się od czasu, kiedy ja byłam w jego
wieku. Materiał się teraz goni a nie realizuje. Nie potrafię powiedzieć, czy kiedykolwiek przerobiłam jakikolwiek podręcznik do końca roku szkolnego.
Kiss me, kiss me.
Wszyscy doskonale wiecie, kto szyje większość ubrań do
sieciówek w galeriach handlowych i na ryniacze. I co z tym robicie?
Gówno. Latajcie sobie dalej po tych stradi sradi i wstawiajcie na blogi
pseudointelektualne wywody na temat duchowych wartości sukienki, bo
przecież wygląd jest TAKI WAŻNY i podkreśla osobowość. Świetna osobowość
drzemie w kimś, kto jara się sukienką z Zary - nie szkodzi, że jest
miliard podobnych i takich samych na świecie, ważne, że Zara. A to była taka drobna złośliwość.
czwartek, 14 czerwca 2012
Ba dum tsss.
Właśnie sobie uświadomiłam, że zamierzałam oglądać Sailor Moon, a zapomniałam o Czarodziejkach po góra 8 odcinkach. Główna bohaterka, Uran, Neptun, Pluton - me gusta. Nie idę jutro do szkoły, bo nie umiem łaciny. Właśnie się uczę na poniedziałek, bo szkoda czasu w sobotę. Wracaaajcieee.
środa, 13 czerwca 2012
Party w Jułesej.
Miks wyszedł spod mojej ręki.
Czytać:
Pisała na ten sam temat nieraz, kiedy poruszałam się jeszcze w świecie fotoblogowym. Ponieważ przekroczyłam liczbę 50 odwiedzin dziennie (sic!), postanowiłam napisać coś, co zmusza do prostych, ludzkich refleksji. Zazwyczaj po takiej notce robi się strasznie nieprzyjemnie, bo głupio z głodujących dzieci przeskoczyć na newsy o Miley Cyrus. Na szczęście/nieszczęście życie nauczyło nas (albo i nie?) obracania się w różnorodnym świecie - pełnym jednego i drugiego.
Przyczepiam się do USA długo i namiętnie, bo jest to ojczyzna fast-food'owego żarcia, którego podstawę stanowią mielonki z różnych zwierząt. Mielonka = zakłady mięsne. Cały myk tkwi właśnie w tym, że jedzenie afrykańskich dzieci (ogólnie wszystkich głodujących) dosłownie pożera... bydło hodowane dla mięsa (głównie w Stanach i krajach Europy Zachodniej).
Dokładnie tak jest, nie ma co układać pięknych zdań i hiperbolizować faktów. Wystarczy jedna, banalna, oczywista zależność, której ludzie, łasi na pieniądze płynące z uboju, nie chcą dostrzec: ten sam kawałek ziemi = 1 (jeden jeden jeden) kilogram mięsa albo 10 kilogramów soi. Oznacza to, że możemy wykarmić dwie osoby albo sześćdziesiąt jeden osób (!!!!!!!!!!!!!!!!!). Przy wprowadzeniu obowiązkowej diety chociażby semiwegetariańskiej z wykluczeniem mleka głód na świecie całkowicie znika, bo nagle okazuje się, że na 7 miliardów ludzi, mamy pokarm dla 17 miliardów. NO LOL. Chwytam się głównie tego argumentu broniąc wszelkich diet wege, bo większość homo "sapiens" i tak ma w dupie zwierzęta.
Jesteśmy nieustannie wykorzystywani przez tych, co mają władzę - wierzę pani od biologii. Niektórzy nadal myślą, że nie ma/brakuje szczepionek i lekarstw przeciwko malarii, a ja tu śmiechłam. Oczywiście, że są. Tylko po co inwestować w pomoc medyczną na Czarnym Lądzie, kiedy nikt tam nie ma pieniędzy, by za nią zapłacić? Dodatkowo: większość tego, co tam wysyłamy, przechwytuje skorumpowana policja. A wiecie ile warta jest nasza coroczna pomoc materialna dla Afryki? Dokładnie tyle samo, co odbudowa EUROPY po drugiej wojnie ŚWIATOWEJ.
Przyczepiam się do USA długo i namiętnie, bo jest to ojczyzna fast-food'owego żarcia, którego podstawę stanowią mielonki z różnych zwierząt. Mielonka = zakłady mięsne. Cały myk tkwi właśnie w tym, że jedzenie afrykańskich dzieci (ogólnie wszystkich głodujących) dosłownie pożera... bydło hodowane dla mięsa (głównie w Stanach i krajach Europy Zachodniej).
Dokładnie tak jest, nie ma co układać pięknych zdań i hiperbolizować faktów. Wystarczy jedna, banalna, oczywista zależność, której ludzie, łasi na pieniądze płynące z uboju, nie chcą dostrzec: ten sam kawałek ziemi = 1 (jeden jeden jeden) kilogram mięsa albo 10 kilogramów soi. Oznacza to, że możemy wykarmić dwie osoby albo sześćdziesiąt jeden osób (!!!!!!!!!!!!!!!!!). Przy wprowadzeniu obowiązkowej diety chociażby semiwegetariańskiej z wykluczeniem mleka głód na świecie całkowicie znika, bo nagle okazuje się, że na 7 miliardów ludzi, mamy pokarm dla 17 miliardów. NO LOL. Chwytam się głównie tego argumentu broniąc wszelkich diet wege, bo większość homo "sapiens" i tak ma w dupie zwierzęta.
Jesteśmy nieustannie wykorzystywani przez tych, co mają władzę - wierzę pani od biologii. Niektórzy nadal myślą, że nie ma/brakuje szczepionek i lekarstw przeciwko malarii, a ja tu śmiechłam. Oczywiście, że są. Tylko po co inwestować w pomoc medyczną na Czarnym Lądzie, kiedy nikt tam nie ma pieniędzy, by za nią zapłacić? Dodatkowo: większość tego, co tam wysyłamy, przechwytuje skorumpowana policja. A wiecie ile warta jest nasza coroczna pomoc materialna dla Afryki? Dokładnie tyle samo, co odbudowa EUROPY po drugiej wojnie ŚWIATOWEJ.
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Zawsze i wszędzie. Amen.
Życzę spokojnej nocy.
Zawsze w tym miejscu zastanawiam się, dlaczego kocham człowieka, dla którego moje słowa absolutnie nic nie znaczą.
Bad romance.
Zagadka na dziś, z kamerki, poćwiczcie głowę!
Mam w dupie wąty ze strony pseudointeligencji.
Kłócić się z kimś takim nie zamierzam.
Oh God, why.
Nie rozumiem, czemu na wymianę międzynarodową, wysyłają największe sieroty. W naszej szkole przebywa obecnie jakaś Amerykanka, która sama z siebie do nikogo nie zagadała, chociaż kilka osób próbowało wciągnąć ją do rozmowy. Siedzi w kącie i rumieni się na każde słowo. Powinni nam dać kogoś reprezentatywnego, otwartego i, szczerze mówiąc, lepiej ubranego. Nasza rozmowa wyglądała mniej-więcej tak:
Ona: Lady Gaga? Nie wiem..
Ja: A w ogóle jakiej muzyki słuchasz?
Ona: Słucham tylko radia".
I podobne odpowiedzi na każde pytanie, także te bardziej ambitne.
CÓŻ ZA OSOBOWOŚĆ.
Jaram się tą laską jak Rzym za Nerona.
wtorek, 12 czerwca 2012
Wypierdzielać.
This world is sick.
Moja niechęć do Kościoła i wszelkich organizacji rośnie. Każda próba stworzenia formalnej grupy, zaczyna się od ograniczeniem praw jej członków różnymi nakazami i zakazami.
Burdy na ulicach się zaczęły, co mnie niezmiernie smuci - nie pragnę tego. Słyszeliście jednego dresiarza i tekst: "Nie chcę kibiców RADZIECKICH na ulicach Warszawy"? Wczoraj nieomal spadłam przez niego z łóżka.
Z serii: "jak skutecznie ośmieszyć kobiety":
+ Fuck Femen, fuck this shit!
Ombre, ombre.
Włosy bez twarzy. Te ostatnie + różańce są niesamowite.
No więc jutro mega spontaniczne wyjście na poważną rozmowę.
Już kolejne doświadczenie na chemii wykonuję perfekcyjnie. Dziś razem z koleżanką jako jedyne uzyskałyśmy ciekły alkohol w procesie destylacji (innym tylko śmierdziało wódą w probówkach).
Alien Sex Fiend.
Korę zatrzymali dziś za posiadanie 3g trawki. Żart?
Cudowni chłopcyyyy. Poznaję tylko Fiend'a, co do reszty nie jestem pewna.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam - olałam chemię i okazało się, że słusznie. "Cudowne" 4+ z biologii zaważyło na moim dzisiejszym humorze. Jutro polski, matematyka, angielski. Po szkole chcę się przejść z jedną osobą, którą b. kocham, ale jeszcze nie wiem, czy ma wolny czas. Kolejna hipotetyczna impreza do kolekcji imprez wakacyjnych - konwent Animatsuri w Warszawie (o ile dobrze pamiętam). Nigdy nie interesowałam się specjalnie kulturą Japonii, wolę chińskie żarcie, słowiańską urodę i amerykańskie bajki, ale tam będzie prawdopodobnie dużo różnych dziwaków, to się nimi pojaram. Poza tym co jakiś czas mam jazdy na dziewczęta z Sailor Moon i zbierałam gazetki Witch. Wystarczy.

Nik.
Jestem z siebie dumna - na własnych nogach przeszłam kawał drogi ze szkoły do przychodni. Dogadałam się w recepcji (?), lekarki były miłe i kazały pozdrowić moich dziadków. Czasem mam wrażenie, że w tym mieście wszyscy znają kogoś z mojej rodziny. Po drodze widziałam TAK ŚLICZNĄ DZIEWCZYNĘ, że aż mi przyspieszyło serce. Nie, że super ubrana, czy coś, ale miała dokładnie takie włosy jak kiedyś Jeffree Star - długie, jaskraworóżowe. Zaczynam się zastanawiać, co w końcu zrobić z włosami. Dziś fazuję na ombre różowo-niebieskie, dość pokaźne, przynajmniej do połowy długości. Na mecz kupujemy pizzę i chipsy, ach, żegnaj zdrowa dieto!

Ole!
Tatuś wciąż rozważa Castle (choć bardziej prawdopodobny pozostaje jednak Jarocin). Trochę szkoda, że mnie tam nie będzie, skoro gra 3 z 12 moich ulubionych wykonawców. Co ze mnie za fan...
No to bonus ode mnie na dziś - Wielka Dwunastka:
1. Rammstein
2. Alien Sex Fiend
3. Sopor Aeternus
4. Lady Gaga
5. Maanam6. Republika
7. Siekiera
8. Closterkeller
9. Combichrist
10. Noisuf-X
11. Madox
12. The Knife
Żadnego składu ani logiki w tym, czego słucham. Każdy z innej paki.
poniedziałek, 11 czerwca 2012
._.
Naszukałam się (na wszystkich pod hasłem "kiss" był Pattinson, inne geje albo bohaterowie Skins'ów). Przynajmniej twarzy nie widać.
Jestem przerażona tym, jak bardzo nie mam ochoty wstawać z łóżka. Obejmuję je rękami, nogami i leżę... niczym chomik na patelni, rozjechana żaba itd. - wiecie, o jaki stan mi chodzi? Chemia = totalne, absolutne 0. Mam nadzieję, że moje prawdziwe życie jest tym, co nazywamy snem i wcale mnie tu nie ma, tylko mi się teraz to wszystko wydaje, tego bloga nie ma, a gdy zasnę wrócę do tego lepszego miejsca, do domu (?). Życzyłam wszystkich wesołych snów, a to mi przyśniły się niesamowite rzeczy - jakieś podróże, dzikie melanże, ludzie, których kocham, a już nie zobaczę w tej rzeczywistości, i tacy, co najzwyczajniej w świecie nie odwzajemniają mojej miłości (HE). Z miłymi chwilami jest tak, jak z jedzeniem dobrych chipsów (moje ulubione to ostre, grubo krojone) - sięgniesz po nie raz i chcesz więcej. Dokończysz spokojnie całą paczkę - pół biedy, twoja sprawa, najadłeś się i otwierasz drugą. Niestety często jest tak, że po spróbowaniu jednej sztuki, całą resztę zabiera ci ktoś inny i wpycha do własnych ust.
Dobra, dobra, dobra - eowfy8frfgfiwgf0yr3. Nie wyobrażam sobie przyszłości, to będzie jakaś porażka. Co ja zrobię bez Niego, bez taty, bez siostry? Wolę nie myśleć.
Idę się uczyć biologii, zawsze lepsze niż matematyka.
I do not want to be friends.
Hahahah, do boju Gaga. Kocham Cię.
Posprzątałam w domu, nawet z psami wyszłam do ogrodu i znowu czuję, że nie dam sobie rady, yeah. Nie rozumiem dyskryminacji, żadnej, a zwłaszcza tej dotyczącej wieku. Jakim prawem można sądzić, że małe dzieci albo zwierzęta nie cierpią? Strasznie mnie denerwuje takie gadanie: "Nie płacz, tylko bachory płaczą" albo "Gimnazjalna miłość - co ty do mnie mówisz? Jesteś śmieszna!" co jest równoznaczne ze stwierdzeniem: "Nic mnie to nie obchodzi, bo masz dopiero 13/14/15/16 lat". Każdy cierpi, bez względu na to, ile ma lat i kim jest. Tak samo każdy potrafi krzywdzić.
Niech do mojego dziecka przyczepi się jakaś ropucha w neonowych ciuchach... Nie to, że mi się nie podoba jakaś moda, ale chyba każdy zauważył, że większość tępych dziewczyn ubiera się w leginsy, odblaskowe bluzki z adidaska i przyozdabia głowę opaskami (że niby pin-up). To stereotyp, ale do pewnego stopnia, bo jednak jest w nim sporo prawdy. Osoby pewne siebie są także bardzo często niezwykle wredne, a szkoda, bo przecież mogłyby się na coś przydać. Brońcie słabszych, młodszych, chociażby dlatego, że potem głupio patrzeć, jak któraś z tych sierotek staje się gwiazdą, albo piękniej w oczach i sama patrzy na nas z góry. Ktoś musi przerywać powoli spiralę/łańcuch nienawiści - zaczynam od siebie i najbliższego otoczenia. Ogłaszam, że od dziś dzielę się negatywnymi uwagami o innych tylko w gronie najbliższych osób (ograniczam się do max. 4).
+ Madonna, schowaj się.
+ Madonna, schowaj się.
Wessał mnie ten wir.
No i nie poszłam do szkoły; szkoda tylko, że zmarnowałam cały wczorajszy wieczór na zamartwianie się dzisiejszym dniem - niepotrzebnie, bo i tak to olałam. Więc siedzę, sms'uję i czytam. Oczywiście zły humor nie minął. Zadzwoniłam sama do przychodni, nikt na mnie nie wrzeszczał, kobieta odbierająca była przemiła. Jakieś legendy o wrednych, znerwicowanych lekarkach okazały się nieprawdziwe, ja tam lubię pójść do lekarza czasem.
Ghetto ass witch I'm a Gvcci ass bitch
Te gify kojarzą mi się niesamowicie z jedną piosenką. Tak się do niej bujam jak Lady G. właśnie.
Podebrana z blogspota, na którego nie mogę wejść, gdy jestem zalogowana,
bo dostępny od 8nastu lat, a ja głupia podałam swoją faktyczną datę
urodzenia.
Niesamowicie przypadła mi do gustu [jak i cały gatunek - witch house (zagooglujcie)].
Niesamowicie przypadła mi do gustu [jak i cały gatunek - witch house (zagooglujcie)].
niedziela, 10 czerwca 2012
Nie warto.
Wolę pisać na swoim polskim, wiejskim, mniej światowym (hohohoh) blogu. Nie lubię się uzewnętrzniać tam, gdzie nawet pies mnie nie słucha. Cierpię straszliwie, znowu odrzuciłam (dosłownie) wszystkie zeszyty - leżą gdzieś w kącie i majaczą jak duchy, żebym się uczyła. Jutro niby poprawa z chemii. Jak nie przełożą, to wyjdę ze szkoły raczej, bo mam dość kompromitujących sprawdzianów przed- i za sobą.
My mother. Jedna z nielicznych osób, które prawdziwie kocham.
Znalazłam tyle fajnych gifów, ale jestem tak przygnębiona, że nie mam ochoty ich tu umieszczać. Długo nie mogłam się zdecydować chociażby na jeden - wybierałam między powyższym a koncertowym, na który Lady Gaga płacze ze wzruszenia.
Życzę Wam dobrej nocy i wspaniałych snów.
A., P., J., K., F. - miłość na zawsze (choć co do ostatniego mam pewne wątpliwości ;)).
sobota, 9 czerwca 2012
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)














































